sobota, 2 kwietnia 2016

NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY CZYLI CUKRZYCA CIĄŻOWA...

Kiedy odebrałam wyniki swojej krzywej cukrowej, to w całej swojej naiwności myślałam, że cierpię na nietolerancję cukrów ... ufff....
Niestety "google" szybko rozwiał moje wątpliwości i postawił jednoznaczną diagnozę - cukrzyca ciążowa.
Cukier na czczo piękny, po godzinie bardzo ładny a po dwóch - przekroczony o jedną jednostkę... (norma do 152 a u mnie 153 mg/dL)
W podświadomości szybki bunt i wyrzuty, że to na pewno wszystko przez to, że na pomiar weszłam ok. 5 minut wcześniej bo już ledwo siedziałam w tej poczekalni...
W głowie czarne myśli - strach przed dieta (jak ja odstawię słodycze, soki, płatki itp.?), przed insuliną, przed kłuciem placów, przed tymi wadami rozwojowymi o których huczą w internecie...

Telefoniczna konsultacja z ginekologiem i skierowanie do diabetologa.
Wizyta prywatna - ponad 40 minut tłumaczenia co wolno, a czego nie (chociaż muszę przyznać, że sporo już zdążyłam wyczytać - ach te internety...).
Dostałam glukometr - one touch select mini i zaświadczenie o cukrzycy, dzięki czemu lekarz rodzinny wystawił mi receptę na refundowane paski.
Diabetolog odradził powtórkę OGTT ze względu na to, że podobno obciąża trzustkę.
Nie pozostało mi nic innego jak pogodzić się z diagnozą i zacząć dietę.

Pierwszy tydzień, dwa dostałam na tzw. "naukę". Wszystkie rady wzięłam sobie do serca i przeszłam na dosyć restrykcyjną dietę. Odstawiłam wszystkie cukry proste. Zostały mi tylko warzywa, białko i węglowodany złożone - kasze, brązowy ryż i brązowy makaron. Dla mojego żołądka taka dieta okazała się być niezłą rewolucją.
Cukry trzymałam w ryzach - czyli mniej niż 120 mg/dL w godzinę po posiłkach ale spożywana surowizna trochę nadwyrężała i tak wątły po kilkunastotygodniowych mdłościach żołądek. Zjadłam więc krupniczek mamusi, po którym glukometr pokazał 148 mg/dL. Szok i strach, że szkodzę dziecku...

Teraz jeszcze jedna ważna rzecz - chociaż dostałam glukometr od diabetologa, to niestety początkowo nie miałam do niego pasków. Rodzinnego lekarza miałam w przychodni oddalonej o jakies 30 km od miejsca zamieszkania (ale niestety w gminie sąsiedniej więc bez zmiany lekarza rodzinnego nie mogłam skorzystać z wizyty u innego). Ponieważ jakiś czas temu nietolerancję cukrów miał stwierdzoną ojczulek, to jak się okazało, dysponował całym niezbędnym sprzętem tj. glukometrem z paskami.
W taki sposób stałam się posiadaczką pożyczonego glukometru i to na nim przez pierwsze 4 tygodnie dokonywałam pomiarów.

Jak już pisalam - dieta była dosyć restrykcyjna. Nie byłam głodna ale byłam sfrustrowana bo ileż można jeść zieleniny? Poza tym brakowało mi już pomysłów na dania. Przekroczenia się zdarzały i bałam się, że dostanę insulinę.
Diabetolog na wizycie po 2 tyg orzekła jednak, że cukry dobre, dietę mam trzymać dalej i jak nie zaczną mi skakać wskazania glukometru to mam się pojawić dopiero pod koniec ciąży - gdzieś w 36 tyg.

W tzw. międzyczasie zalatwiłam sobie paski do mojego one touch select mini i...?
I zglupiałam. Jeśli macie w dłoni dwa glukometry to oczywistą staje się pokusa badania się nimi równolegle... I te pomiary niestety mocno się między sobą różniły.
Pożyczony pokazywał wyniki o 15-30 jednostek wyższe.  Spora różnica.
Dziewczyny z forum  ciążowego i ojczulek poradzili przetestować glukometry w laboratorium i tak też zrobilam.
Wynik badania na czczo z laboratorium wyszedł - 69 mg/dL, one touch select mini wskazał 72 mg/dL a pożyczony - 87 mg/dL ( czyli 18 jednostek więcej).
Postanowiłam więc używać glukometru od diabetologa i już nie eksperymentować. Niestety pokusy bywają silniejsze niż zdrowy rozsądek i u ojczulka dorwałam jeszcze inny, już trzecie glukometr, który pokazywał wyniki jeszcze niższe niż one touch select mini. Dałam sobie spokój z tym mierzeniem na kilka frontów, ale przetestowanie glukometru w laboratorium polecam - szczególnie jeśli pomiary wydają się być wątpliwe.

Trzeba pamietac, że glukometr nie jest narzędziem diagnostycznym a poglądowym.
Mierzy stężenie glukozy we krwi włośniczkowej i kalibruje na osocze (czyli sam sobie przelicza na stężenie glukozy zbliżone do tego we krwi żylnej). Nie są to urządzenia precyzyjne i dopuszczalna jest dla nich tolerancja błędu rzędu +/- 20%.
Dla ciężarnych cukrzycowych, przy tak restrykcyjnej normie (godzina po posiłku mniej niż 120 mg/dL), to naprawdę dużo.

Jeszcze jakiś czas temu ten dopuszczalny poziom był nieco wyższy i wynosił 140mg/dL.  Teraz niestety trzeba mieć te 20mg/dL mniej, chociaż w krajach takich, jak  USA, Austria czy Norwegia i jeszcze kilku innych obowiązuje wciąż ten wyższy poziom.

Bardzo się cieszę, że trafilam na diabetologa, który do całego tematu podchodzi trochę... z luzem. Nie straszy, nie pcha insuliny przy niewielkich przekroczeniach, nie nakazał pomiarów ketonów/acetonu w porannym moczu, nie kazał mierzyć hemoglobiny glikowanej, czy np. liczyć wymienników węglowodanowych itp.
Dlaczego? Bo cała ta "histeria" wokół cukrzycy ciężarnych wydaje mi się być trochę sztucznie rozdmuchana.

Przed 2014 r., w naszym pięknym kraju obowiązywały jeszcze inne normy dla testu OGTT - po 2 godzinach poziom, przy którym już diagnozowano cukrzycę ciężarnych, wynosił 140 mg/dL, czyli był o całe 12 jednostek mniejszy niż obecnie. Sporo kobiet z wówczas zdiagnozowana cukrzycą ciężarnych, według dzisiejszych wytycznych, było po prostu zdrowych. A ilu z nich być może aplikowano insulinę jeśli nie trzymały diety?
Dlatego jak we wszystkim - tak i w tej słodkiej przypadłości trzeba zachować zdrowy rozsądek.

No ale od tego już mamy lekarzy.

Dzisiaj, z perspektywy czasu widzę pewne plusy "zapadnięcia na tą całą cukrzycę ciężarnych". Po pierwsze - zaczęłam się zdrowo odżywiać. Dieta, którą się zaleca cukrzycowym ciężarnym to po prostu dieta, którą powinien stosować każdy czlowiek - jak najmniej pustych kalorii z produktów dosładzanych i przetworzonych, za to dużo warzyw i produktów pełnoziarnistych.
Po drugie - chociaż początki diety były burzliwe dla żołądka, to zmiana żywienia pozbawiła mnie zaparć, które naprawdę nieźle dawały mi się już we znaki.
Po trzecie - na tej diecie naprawdę ciężko przytyć więc szybszy powrót do figury sprzed ciąży murowany:).

Jeśli więc i którejś z Was wynik testu OGTT popsuł trochę radość oczekiwania na malucha to głowa do góry! Nie jest to tak straszne, jak może wyglądać na początku!


4 komentarze:

Kasia pisze...

Cukrzyca ciążowa to nieciekawa sprawa ;/

Paulina Zubacz pisze...

Nieciekawa, ale są dużo gorsze:)...

Blanka Budzińska pisze...

No właśnie jak byłam na teście obciążenia glukozą, według glukometru miałam 84 a według badań krwi 72. Mega duża rozbieżność :/ W każdym bądź razie cieszę się, że nie mam cukrzycy ciężarnych, bo znów musiałabym uważać na to co jem :)

Kasia pisze...

Życzę zdrowia ;_;