niedziela, 3 lipca 2016

MÓJ PORÓD CZYLI WRAŻENIA Z PORODÓWKI

Ponieważ w sieci można przeczytać wiele mrożących krew w żyłach opowieści rodzących kobiet, postanowiłam Wam opisać historię swojego porodu - tak chyba ku pokrzepieniu serc oczekujących na tą chwilę przyszłych mam:).
Zacznę od tego, że był to mój pierwszy poród.
Do szpitala zgłosiłam się koło 4.30 nad ranem bo dostałam krwawienia (objaw rozwieranie szyjki) i odczuwalam pobolewania brzucha takie, jak przy okresie (chociaż te pobolewania były nieregularne od 1-3 w ciągu godziny). W każdym razie po konsultacji telefonicznej z lekarzem prowadzącym przejechalam na izbę przyjęć. Tam zostałam zbadana i okazało się, że mam już 5 cm rozwarcia... więc zostaję rodzić... Zabrano mnie trakt porodowy i tam przeleżałam do  8... W tzw. międzyczasie zrobiono mi ktg, w którym nie zapisały się niestety żadne skurcze...  Słyszałam jak już mi szukano miejsca na sali przedporodowej bo pierwsza ciąża, brak czynności skurczowej, brak jęczenia i krzyków... czyli kobita jeszcze nie rodzi... Przyszedł jednak lekarz i mnie zbadał a tu 8 cm rozwarcia... Wszyscy byli w szoku... Położna dopytywała czy nic mnie nie boli... - nie bolało... pobolewalo trochę czasem jak przy okresie... Znowu mi podłączono ktg i znowu  "skurczowa cisza". Pan Doktor z dyżuru zadecydował, że podadzą mi oksytocynę... i tak też się stało... koło godziny 10 zaczęłam odczuwać pierwsze skurcze... były bolesne ale do zniesienia... mogłam bujać się n piłce a to naprawdę pomagało... Poszłam też pod prysznic i tam też bujalam się na piłce i polewalam sobie brzuch ciepła wodą... Koło godziny 11 dostałam już naprawdę bolesnych skurczy, szyjka byla rozwarte na 9 cm i został jej koniuszek, mały zaczął się wstawiać do kanału rodnego i to był najbardziej bolesny moment w moim porodzie... ponieważ nie odeszły mi wody to lekarz przebił pęcherz płodowy i... dalej czekaliśmy na pełne rozwarcie... W tym czasie nie wolno mi było przeć  chociaż  czułam już taką chęć... Skurcze parte nie były już tak bolesne jak te przy końcówce rozwierania się szyjki i niestety u mnie wygasały więc podkręcono mi oksytocynę... Moje dziecko przyszło na świat o godzinie 13 :)... Prawdziwych boleści doświadczyłam przez jakieś 2-3 godziny.
Nie obeszło się niestety bez tzw. "ochrony krocza" i zostałam nacięta. Nacięcie nie bolało mnie wcale. Szycie już trochę odczuwalam ale też nie mogę powiedzieć, że bolalo. Po mniej więcej 3 godzinach od porodu już byłam na nogach:). Przy wstawaniu asystowała mi położna. Proponowano mi też środki przeciwbólowe ale podziekowalam bo nie widziałam takiej potrzeby. Obkurczanie macicy nie bolało mnie wcale. Muszę przyznać, że w szpitalu, w którym rodzilam, opieka na kobietami w czasie i po porodzie była naprawdę rewelacyjna. Oczywiście mogłabym narzekać na pewne rzeczy np. moj poród oglądało z 7 osób (łącznie z położną i lekarzem) ale nie przeszkadzało mi to wcale (no może prawie wcale bo zawsze byłam dwukrotnie badana - przez lekarza dyżurujacego i lekarza rezydenta a te badania w czasie porodu delikatne nie były).
Wiem, że gdybym miała zdecydować się na kolejne dziecko to rozważałabym znieczulenie zewnątrzoponowe.  Wolałbym też uniknąć powtórnego nacinania bo niestety jest to jednak zawsze cięcie chirurgiczne i w pierwszej dobie po porodzie siadanie bywa problematyczne:). Także kobietki, które oczekujecie na swój pierwszy poród siłami natury - głowa do góry i nastawcie się pozytywnie! Nie czytajcie tych wszystkich strasznych opinii w internecie! Uwierzcie w siebie i słuchajcie swojego ciała. Słuchajcie też położnej bo ona więc jak poprowadzić poród tak, żeby trwało to jak najkrócej! Trzymam za Was kciuki! 


10 komentarzy:

Domcia pisze...

Nawet nie chce o tym myśleć chyba nigdy nie chce zajść w ciąże :( Taki okropny ból :(

BeutyProject pisze...

Poród jest przeżyciem dla każdej kobiety nie tylko psychicznym ale także fizycznym. Dlatego zawsze trzeba wspierać kobiete przed porodem :) Świetny artykuł dzieki :)

Paulina Zubacz pisze...

Domcia, ból jest... ale w moim przypadku był do zniesienia...poza tym można poszukać takiej placówki, w której oferują znieczulenie zewnątrzoponowe na życzenie :) pozdrawiam Cię serdecznie!

Paulina Zubacz pisze...

BeutyProject - dziękuję za miłe słowa:)

Kamila pisze...

Przeczytałam z zainteresowaniem, dziękuję i zapraszam do mnie.

Monia pisze...

Dzięki za porady! Na pewno będę o nich pamiętała :) Trzymaj za mnie kciuki!

Paulina Zubacz pisze...

Będę trzymać! :) Powodzenia i zdrowka!

Atlanta pisze...

Podziwiam kobiety że muszą przez to przechodzić. My faceci nigdy takich bólów nie doświadczymy a niektórym by się sprzydało przejść przez takie coś...

sanitera pisze...

Każdy poród nawet ten najcięższy da się przeżyć, a potem wspomnienia się zacierają gdy ma się już wymarzonego dzidziusia. Ja miło wspominam dwa porody mimo oczywistego bólu.

kosmetycznastrefa pisze...

Dzięki za ten wpis, bardzo przydatny na przyszłość :) Będę wiedziała czego się spodziewać <3 Życze powodzenia w wychowywaniu maluszka :)