wtorek, 6 sierpnia 2013

BĘDĘ ZALOTNA...

Sama już zupełnie nie wiem, czy niszczy rzęsy, czy nie. Przeczytałam setki opinii w internecie i jedni gorliwie twierdzą, że niszczy a inni, że... nie. Jedni polecają Mac' a, inni inglota czy sally hansen. Ja zakupiłam sobie w rossmann'ie zalotkę firmy elite. Kosztowała 16,99 zł i muszę przyznać, że cena ta jest dla mnie do zniesienia. Wybaczcie ale 70 zł za zalotkę Mac'a chyba bym nie zapłaciła. 
Dużym plusem tego produktu jest to, że do opakowania dołączona jest zapasowa silikonowa poduszeczka (lubię, gdy producent przewiduje, że pewnie elementy urządzenia ulegają naturalnemu zużyciu/zniszczeniu). Minusy? No cóż... kupowałam ją w pośpiechu i nie sprawdziłam... a na opakowaniu widnieje napis made in china...

Wrażenia.
Moje rzęsy są naturalnie dosyć dobrze podkręcone, więc nie zauważam jakiegoś spektakularnego efektu po jej zastosowaniu. Spodziewałam się większego wow. No, ale muszę przyznać, że są trochę mocniej uniesione do góry i dzięki temu wydają się odrobinę dłuższe. No właśnie odrobinę... ale jak to mawiają z pustego i Salomon nie naleje...(moje rzęsy należą do dosyć krótkich).

Tak więc... przez jednych uwielbiana, przez innych znienawidzona zalotka wylądowała teraz i  mojej kosmetyczce. Nie pozostaje mi nic innego jak puścić do was zalotne oko;)







5 komentarzy:

Cookie pisze...

Oryginalnie wygląda ;) Ja zalotki używam rzadko, tylko kiedy chcę, żeby rzęsy robiły WOW ;)

Iwona Paulina pisze...

moje, niestety chyba nawet przy pomocy zalotki, wow nie zrobią:) ale co tam...

Magdalena Zawadzka pisze...

Sama muszę kupić tą zalotkę i przetestować, jak na razie znam tą tylko z Inglota :)

fleurr pisze...

Ja zalotek nie używam :) Chociaż może powinnam, bo nigdy nie mam fajnie podkręconych rzęs ;)

Iwona Paulina pisze...

Z lekkim wstydem muszę przyznać, że zalotka to fajny wynalazek:). Pamiętam, że miałam kiedyś jako nastolatka i nie byłam zadowolona. Teraz już jako kobieta całkiem, całkiem ją polubiłam:)