piątek, 31 maja 2013

W CZYM NA PLAŻĘ?...

W 30 -CE ALBO 50-CE!!!

Wiem, że dzisiejsza aura nie sprzyja kąpielom słonecznym, ale pokusiłam się o ten post bo w sumie prognozy- prognozami a jak to bywa w życiu to wszyscy wiemy:)

Nie wiem gdzie się zapodziałam jak Pan Bóg rozdawał ludziom barwnik w skórze. Znając swoje zamiłowanie do snu to mogę tylko przypuszczać, że  gdzieś sobie drzemałam;).
Dlatego nie pozostaje mi nic innego niż 30-ka lub 50-ka, ze wskazaniem raczej na tą drugą.
Zazdroszczę posiadaczkom ciemnej karnacji. (Wiem, to nie po katolicku). Zazdroszczę im pięknej, letniej opalenizny, która wygląda szałowo- szczególnie teraz, z tymi okrutnie modnymi neonami.
Patrząc na takie szczęściary mówię sobie w duchu - no niestety Iwona, nie w tym wcieleniu... i pokornie wklepuję te wszystkie kremy z filtrami. A po cichu marzę o tym, że może wynajdą jakieś cudowny specyfik, który takim bladziochom jak ja pozwoli się cieszyć pięknym, oliwkowym kolorem skóry bez narażania jej na poparzenia słoneczne.
Delikatnie opalona skóra wygląda (moim zdaniem) estetyczniej i zdrowiej. No, ale jak to mówią: "jak się nie ma co się lubi...". Ponieważ mam tendencję nie tylko do piegów, ale również do znamion, to niestety wysokie filtry są dla mnie jak najbardziej wskazane. Przyznaję się bez bicia, że kupuję wiele kosmetyków z filtrami i nie zużywam ich do końca. Po prostu nie lubię się nimi smarować.
W 50-kach drażni mnie to, że zostawiają na bladziochach jeszcze jakiś okropny biały film.W ogóle tego nie pojmuję dlaczego producenci tak się nad nami pastwią. Jeśli chciałabym się jeszcze bardziej pobielić, to użyłabym mąki - po pierwsze tańsza a po drugie to myślę, że przyjemniejsza w użyciu, bo przynajmniej nie zostawia wrażenia tłustości. No właśnie, to uczucie przylepiania się do ubrań, leżaków, siedzeń i wszystkie innego, z czym masz kontakt w ciągu pierwszych kilkudziesięciu minut po użyciu blokerów, doprowadza mnie do szału.
Dlatego uważam, że bardzo fajnym rozwiązaniem są balsamy z dodatkiem substancji brązujących. Z serii SUN OZON dostępnej w rossmann'ie mam właśnie taki balsam z SPF 20 (kiedyś miałam taki z NIVEA z SPF30). Dużo lepiej wygląda też skóra po zastosowaniu kosmetyków z filtrami w postaci olejków (ja mam z SUN OZON SPF 30). Ponieważ w tym roku wybieramy się na kilka dni nad morze, postanowiłam się jednak zaopatrzyć także konsekwentnie w produkt z SPF 50 (wybrałam balsam dla dzieci; wcześniej używałam wersji z SUN OZON dla dorosłych - takiej w białym opakowaniu- i wyglądałam jakbym wytarzała się w mące...). Kupiłam sobie także balsam z drobinkami utrwalający opaleniznę z KOLASTYNY.  Zgodnie z deklaracją producenta zawiera on "golden tan complex" czyli ekstrakt z orzecha włoskiego, który delikatnie przyciemnia skórę. Bardzo lubię tego typu kosmetyki i szczerze ubolewam nad tym, że powszechnie dostępne są tylko latem.

No i jeszcze słowo dygresji, gdyż jak zapewne zauważyłyście, moja kolekcja kosmetyków do opalania została zmonopolizowana przez firmę SUN OZON. No więc przyczyna jest banalnie prosta - cena. Wyjątkowo przystępna. Nawet 50% taniej w porównaniu do popularnych drogeryjnych kosmetyków z filtrami.


A Wy czego używacie do opalania?

Brak komentarzy: