wtorek, 4 czerwca 2013

LANCOME TEINT IDOLE ULTRA 24H - PODKŁAD KRYJĄCO-PIELĘGNUJĄCY

Lancome Teint Idole Ultra 24H 
Wear & Comfort Retouch-Free Divine Perfection SPF 15 Sunscreen 
Podkład kryjąco - pielęgnujący

Namówiła mnie na niego urocza pani w Sephorze. Super nowość (kupiłam go już jakiś rok temu). Ach-om i och-om „pani uroczej” nie było końca. Podkładzik genialny, luksusowy, najnowszej generacji, z SPF 15, idealny do pani cery … o i kolorek jak na zamówienie… - szczebiotała „pani urocza”, no cóż, jednym słowem- będzie pani zadowolona. Niestety, nie jestem.

Zacznijmy może od tego, co sprzedaje nam producent (informacji zaczerpnęłam z dwóch źródeł stron: www.lancome-usa.com oraz www.lancome.pl)

*od razu wtrącę słowo dygresji, że ja kupiłam marzenie o idealnej cerze za ‘jedyne’ 160 zł, no ale za luksus trzeba płacić a my, Polacy wiemy o tym szczególnie dobrze, bo przecież mamy „podatek od dóbr luksusowych”, no ale wracając do meritum sprawy:

 www.lancome-usa.com
„24-hour wear for divine, lasting perfectionFollowing 8 years of research, Lancôme unveils its first 24-hour wear foundation for lasting perfection. With its new EternalSoft technology, Teint Idole Ultra 24H defeats all challenges. Complexion stays perfectly flawless and unified. Never cakey.24-hour divine comfortIn perfect affinity with the skin, Teint Idole Ultra 24H is irresistibly comfortable. Its new, blendable and fresh texture leaves the complexion perfectly smooth, velvety matte with no powdery effect.ResultThe full coverage you need – flaws, pores, redness and all imperfections visibly disappear. The velvety finish you love for 24-hour lasting perfection and comfort. Full coverage. Velvety matte finish with no powdery effect.Oil-free. Fragrance-free. Transfer-free. Non-comedogenic. Tested on sensitive skin. Tested under dermatological control. Patent pending.”
Brzmi jak ideał, prawda? 24-godzinna trwałość, matowe wykończenie bez konieczności użycia pudru, pełne krycie – wszelkich defektów, porów zaczerwienień i niedoskonałości. No i do tego wszystkiego beztłuszczowy, nie zapychający porów, testowany dermatologicznie i jeszcze oczekujący na opatentowanie. Oh, wow! A no i na stronie wyczytałam również, że posiada The Oprah Magazine Makeup O-ward 2012. Kto wie? Może sama Oprah go nawet używa…

 www.lancome.pl :

„24 godziny niezwykle trwałej perfekcji makijażuPo 8 latach badań marka Lancôme przedstawia swój pierwszy podkład zapewniający efekt 24-godzinnej* perfekcji makijażu. Dzięki technologii EternalSoft, podkład Teint Idole Ultra 24h walczy z oznakami zmęczenia. Bez konieczności poprawy makijażu, cera pozostaje wygładzona, ujednolicona i nieskazitelna.24 godziny nadzwyczajnego komfortu makijażu Teint Idole Ultra 24h zapewnia nieodparte poczucie komfortu. Jego nowa i świeża konsystencja sprawia, że podkład idealnie dopasowuje się do koloru skóry, pozostawiając ją gładką, aksamitną i matową, bez efektu pudrowego. *samoocena w grupie 109 kobiet"
Plus porady ekspertów:
„Nakładać na nawilżoną skórę. Zaczynając od strefy T nałożyć niewielką ilość produktu na czoło, skrzydełka nosa, policzki i brodę.Gąbką do makijażu lub opuszkami palców rozprowadzić podkład w kierunku linii włosów, następnie w stronę linii żuchwy.Nakładanie podkładu najlepiej zakończyć delikatnymi ruchami, od kości policzkowych w kierunku linii żuchwy.”

Moje wrażenia.

Jeśli miałabym go scharakteryzować jednym słowem to powiedziałabym, że jest to taki „przeciętniak”. Mega średni przeciętniak. Przyznam, że jak go położyłam na buzię, to byłam zachwycona… przez jakieś pierwsze 15 minut… potem to już równia pochyła…

Nie oszukujmy się, nie oczekuję od podkładów, że wytrzymają 24 godziny, ale błagam może chociaż 4 czy 5? Dodam jeszcze, że nie kładłam go nawet na te okropne tłuściaki z filtrami, więc naprawdę nie rozumiem dlaczego schodził z twarzy tak szybko. Mało tego tworzył nieestetyczne plamy i zacieki. Krycie świetne przez właśnie pierwsze 15 minut, potem jakby się z twarzy ‘ulatniał’, a może wchłaniał? Sama nie wiem… w każdym razie ja po 2, 3 godzinach po aplikacji, wyglądałam jakbym się w ogóle nie pomalowała. A, no i jeszcze ten efekt matu, którego nie było. Bez pudru ani rusz. Jeśli chodzi o plus to… nie mam zarzutów do aplikacji. Nakładał się całkiem przyjemnie. Nie zapychał mi porów. Tyle.

Wiem, że z podkładami sprawa jest bardzo indywidualna i to, że coś mi nie pasuje to wcale nie znaczy, że dla Was nie będzie idealne. Dlatego polecam próbować różnych rzeczy, nawet tych z niepochlebnymi recenzjami. Jest jedno ale… zanim się zdecydujecie na zakup, bierzcie próbki. To nic nie kosztuje. Panie w sklepie nie robią Wam łaski. Szkoda wydać tyle pieniędzy na kosmetycznego bubla. Ja żałuję.

Nie wiem jak jest teraz, ale wcześniej wybór kolorów w Sephorze nie był imponujący. Wyczytałam, że w Stanach kobiety do wyboru mają aż 28 różnych odcieni – 4 najjaśniejsze (100 Ivoire N, 110 Ivoire C, 140 Ivoire N, 160 Ivoire W), 5 takich średniaków, 6 trochę ciemniejszych i aż 13 najciemniejszych. Dostępne są też w tonacjach : N-neutral, W-warm i C-cold. W Polsce możemy wybierać z 15 odcieni. Mają one jednak zupełnie inne nazwy i numerację niż w USA. Ja posiadałam kolor 010 Beige Porcelaine i moim zdaniem był on dosyć ciemny.

Dodam jeszcze, że Średnia ocen na www.lancome-usa.com też nie jest imponująca – 3 na 5 gwiazdek. Opinie są oczywiście mocno podzielone. No cóż, jest to chyba podkład, który albo się kocha, albo … wyrzuca do kosza. Ja swój zużyłam. Nie przeżyłabym 160 zł w koszu. Za ciężko na nie pracuję.

Podsumowując. Teraz używam podkładu Max Factor. Ponad 4-krotnie tańszego a moim zdaniem - dużo lepszego.


Poniżej wklejam zdjęcia już prawie pustego opakowania po podkładzie.



Brak komentarzy: