czwartek, 6 czerwca 2013

ŻYCIE POD KRESKĄ...

Dzisiaj bardzo szybki post:)
Ostatnio namiętnie rysuję kreski. Przed długi czas używałam eyeliner'a w pisaku firmy GOSH (bardzo fajny).
Jakiś czas temu pokusiłam się jednak o zakup czegoś bardziej "profesjonalnego" czyli liner'a w żelu:)
padło na Maybelline. Widziałam, że sporo z Was zakupiło ten produkt w czasie trwającej przeceny kosmetyków w rossmannie. 
Ja kupiłam kolor 01 BLACK. I właśnie na potrzeby tego postu spojrzałam sobie na denko a tam...
"MADE IN CHINA"... o rety...kiedy to się skończy...
Miałam Wam napisać, że to całkiem niezły kosmetyk. Kreska potrafi wytrzymać cały dzień. Czerń jest czarna;)a liner jest bardzo plastyczny i bez trudu się nim maluje. Do wymiany jest natomiast pędzelek (ja kupiłam sobie kiedyś w promocji, w sephorze bardzo fajny pędzelek 3 - częściowy, który zdecydowanie ułatwia położenie i "wyciągnięcie" kreski).
A teraz muszę napisać, że drażni mnie to, że za mini słoiczek z mini zawartością zapłaciłam coś kolo 30 zł a to okazuje się być produkcji chińskiej! No to już lekkie przegięcie. Niewiele więcej kosztuje cała paletka Sleek'a (też zresztą tej samej produkcji).

A Wy co myślicie o tym wszystkim? Nie przeszkadza Wam, że producenci sprzedają nam już nawet  chińszczyznę w kosmetykach??? A może znacie jeszcze jakieś inne kosmetyki, które okazały się być produkcji chińskiej?

Jak będę w rossmannie to sprawdzę, czy na pudełku była informacja o tym, że liner został wyprodukowany w Chinach, bo nie przypominam sobie żeby była.






2 komentarze:

Magdalena Zawadzka pisze...

Smutna prawda, ale szybko nie uwolnimy się od Made in China, mnie tez to przeraża. Najlepsze jest to, ze koszt produkcji nie jest równy cenie i nieraz płacimy tylko za samą nazwę marki.

Iwona Paulina pisze...

No niestety tak to właśnie jest z tymi producentami kosmetyków. Trzeba czytać etykiety i zwracać uwagę na kraj produkcji. Mi to już weszło w nawyk:)