Pamiętam, że jako mała dziewczynka marzyłam o czerwonych ustach. Od zawsze były dla mnie synonimem kobiecości. Nigdy jednak się na nie nie odważyłam. Aż do wczoraj... Wczoraj zadebiutowałam w red lips i muszę przyznać, że wcale nie było to takie proste.
Po pierwsze czerwone pomadki są wymagające. Nie miałam konturówki, wiec pomalowanie ust zajęło mi dobre 20 minut. Po drugie czerwone usta przyciągają spojrzenia...oj tak... a ja nie jestem typem, który lubi skupiać na sobie uwagę.
Muszę jednak przyznać, że efekt całkiem mi się spodobał i kto wie? Może jeszcze kiedyś to powtórzę:).
Do makijażu ust użyłam pomadki firmy NOUBA z serii MILLEBACI nr 8 i był to strzał w dziesiątkę. Kolor jest wprost stworzony dla mnie. Nie jest to taka zwykła, banalna czerwień. Zawiera mikroskopijne drobinki, które na ustach tworzą po prostu genialny obraz. Do tego ten taki trochę pomidorowy odcień... dla mnie ideał. Postąpiłam zgodnie z zaleceniami producenta. Najpierw położyłam jedną warstwę produktu i poczekałam aż zastygnie. Później pokusiłam się o kolejną warstwę. Efekt? Byłam bardzo zadowolona.
Pomadka ta jest silnie kryjąca i daje efekt matowych ust (producent mówi, że satynowych). Jest też naprawdę bardzo trwała. Nie zjada się (nawet przy jedzeniu - chociaż wtedy lubi się troszkę rozmazać), nie rozmazuje, nie pozostawia uczucią lepkości (powiedziałabym, że odczucia są podobne jak po zastosowaniu tint'u). Bardzo przyjemnie pachnie. Aplikator jest dosyć wygodny a opakowanie proste i eleganckie. Dla mnie klasa sama w sobie.
A Wy co myślicie o czerwonych ustach?

4 komentarze:
polecam z czystym sercem...
Ale pięknie prezentuje się na ustach ;)
Dziękuję:). Produkt naprawdę godny polecenia.
Jaki piękny nasycony kolor!
Prześlij komentarz