niedziela, 16 lutego 2014

SERUM ELIXIR 7.9 - YVES ROCHER

Zawsze, kiedy przeglądam prasę kobiecą i natrafiam na słowo "serum", to dzieje się ze mną coś niepokojącego. Dla mnie to takie kosmetyczne "czary mary". W zasadzie najchętniej sięgałabym po kosmetyki tylko tego typu... no, ale właśnie... czy dobrze jest używać mocno skoncentrowanych kosmetyków do codziennej pielęgnacji? Czy lepiej używać tych "cacek" tylko od przysłowiowego święta? No i tutaj pojawia się problem, bo wielu specjalistów zaleca stosowanie kosmetycznych koncentratów tylko od czasu do czasu, inni z kolei nie widzą problemu w stosowaniu takich produktów nawet przez dosyć długi okres czasu. Od jakiegoś czasu "chodzi" za mną chęć zakupu ekoampułki z PAT&RUB (oczywiście ze względu na w stu procentach naturalny skład). Niestety jej cena mnie trochę zniechęca. Zdecydowałam się więc na zakup energizującego serum młodości firmy YVES ROCHER z serii ELIXIR 7.9.


Opakowanie
Serum zamknięte jest w całkiem eleganckiej, szklanej buteleczce z pipetą (co jest chyba teraz bardzo trendy). Niestety w tym przypadku, pipeta nie jest zbyt wygodna w użyciu (wolę pipety "przyciskane" od góry, ta ma gumową końcówkę, którą należy ścisnąć). Nie podoba mi się także wąska szyjka buteleczki, bo ilekroć wkładam pipetę do środka, to po zewnętrznej ściance szyjki kosmetyk lubi się wylewać. Ponadto, jakieś (chyba) siły wyporu albo czegoś tam (nigdy nie byłam dobra z fizyki) sprawiają, że buteleczka nie chce się dokręcić a nakrętka "odskakuje". Strasznie mnie to denerwuje i nie wiem czy to ja trafiłam na taki egzemplarz, czy też wszystkie sera yves rocher tak mają. 



Parametry fizyko-chemiczne
Konsystencja -  dosyć wodnista.
Barwa - określiłabym ją jako mleczno-biała.
Zapach - moim zdaniem mocno chemiczny (chociaż spotkałam się z opiniami, że jest to zapach ziołowy). 
Skład - niestety nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale producent twierdzi, że w serum znajdują się wyciągi z siedmiu roślin:
• mangiferyna z aphloi - chroni komórki skóry
• wyciąg z ziaren tara - walczy z wiotczeniem skóry
• inositol z zielonego ryżu - opóźnia proces starzenia się skóry oraz poprawia oddychanie komórkowe
• oligozydy z jabłka - poprawiają komunikację i spójność międzykomórkową
• betaina glicynowa - chroni komórki przed stresem
• wyciąg z ziaren rokitnika – poprawia gęstość skóry, jej elastyczność i sprężystość
• wielocukry z aloesu – posiadają właściwości nawilżające, łagodzące i przyspieszające gojenie
 (Zaczerpnięte ze strony yves rocher)





Działanie
No i czas chyba na najważniejszy punkt. Zacznę od tego, że serum stosuję na noc, pod swój ulubiony krem przeciwzmarszczkowy (o którym już zresztą pisałam) z serii MIXA. Nie używam go codziennie. Raz, dwa w tygodniu w zupełności mi wystarcza. Bardzo fajnie się aplikuje i wchłania. Nie pozostawia na skórze żadnego filmu a cera jest ładnie zmatowiona. I najważniejsze - ja naprawdę widzę ogromną różnicę po jego zastosowaniu. Skóra rano wygląda na bardziej promienna i wypoczętą. Zyskuje trochę zdrowszego kolorytu i muszę przyznać, że sama się sobie dziwię ale wyglądam jak po tygodniowym urlopie. Ciężko jest mi na razie mówić o spłyceniu zmarszczek, bo używam go zaledwie od 3,4 tygodni... nie mniej jednak, jego dotychczasowe działanie w zupełności mi wystarcza. Myślę, że u mnie nie skończy się na jednej buteleczce.

Żeby nie było jednak zbyt cukierkowo... jest jedno "ale"... i to raczej dosyć poważne.
Kiedy pierwszy raz aplikowałam serum, miałam na twarzy niewielkie strupki po dwóch krostach i niestety miejsce te po kontakcie z kosmetykiem strasznie piekły. To uczucie jednak szybko minęło a już dłużej się nad tym faktem nie zastanawiałam... do czasu...
Robiąc zdjęcia do posta, kroplę serum  (którą macie okazję obejrzeć na zdjęciu powyżej) rozsmarowałam na dłoni  (już po uwiecznieniu na fotografii). I poniżej możecie zobaczyć efekt.
Od razu dodam, że moja skóra w tym miejscu była trochę przesuszona (co też widać na fotografii), nie mniej jednak, takiego efektu się nie spodziewałam. Moja ręka wyglądała na poparzoną a skóra piekła i swędziała. Chociaż już minęły ze dwa tygodnie, to skóra w tym miejscu jest mocno szorstka i troszkę ciemniejszej barwy (co powoli mija). Stąd moja uwaga - odradzam stosowanie serum na cerze przesuszonej i podrażnionej. Efekty mogą być bolesne. Jeśli się boicie, to dla pewności przetestujecie jego działanie na jakimś niewielkim fragmencie skóry a przy wystąpieniu uczucia pieczenia szybko usuńcie preparat. 

Zdjęcie było robione wieczorem i przy sztucznym świetle więc podrażnienie wygląda na bledsze niż było w rzeczywistości. 



Jeszcze raz podkreślę - na twarzy serum spisuje się świetnie. Moja skóra w tym miejscu jest jednak w dobrej kondycji - nawilżona i bez podrażnień. Po "przygodzie: z ręką nie zaryzykowałabym aplikacji serum na skórę podrażnioną i przesuszoną (posiadaczki cery atopowej czy trądzikowej - uważajcie).

Brak komentarzy: